ewelina zieba relacja 08
Zdjęcie: Ewelina Zięba

Od lat jesień kojarzy mi się cudownie z kilku osobistych powodów i mam do niej sentyment. W październiku się urodziłam. To w sumie ważne wydarzenie w moim życiu. Na przełomie października i listopada byłam pierwszy raz w Himalajach. Ten wyjazd zmienił wiele w mojej głowie i był ważnym wydarzeniem na osi czasu mojego życia. Ostatnim i w sumie najważniejszym dla mnie osobistym, jesiennym wydarzeniem był dla mnie mój wrześniowy Ślub. To wrześniowe światło… Te chwile są nie do wyrzucenia z pamięci.

Do tych wszystkich osobistych jesiennych wspomnień zaczęły dochodzić i wspomnienia zawodowe. Od 2019 roku prowadzę także swoje autorskie warsztaty fotograficzne, które planuję zawsze właśnie na jesieni. Uwielbiam jesień za magię jaką tworzy pod względem światła, mgieł, przejrzystości powietrza i kolorów na drzewach. Pomimo pandemii w roku 2020 także zorganizowałam warsztaty. Była to wyjątkowa edycja. Zapraszam do przeczytania i obejrzenia relacji z tych magicznych dwóch dni.

Miejsce i okoliczności

Nad programem warsztatów myślę już na początku roku. Wtedy zaczynam poszukiwania miejsca, w którym mogą się odbyć. Lubię klimatyczne miejsca i wiem, że trudno je zarezerwować z dnia na dzień, więc poszukiwania na jesienną rezerwację muszę robić już wiosną.

Warsztaty w 2019 r. odbyły się w Domu w Przepitkach oraz w Przyborowo 11. Wiedziałam, że trudno będzie mi znaleźć równie piękne miejsce niedaleko Warszawy, do którego będę chciała zaprosić uczestników. Szalenie ważna jest dla mnie atmosfera, jaką tworzą osoby, które opiekują się danym miejscem.

Szukając klimatycznych miejsc trafiłam na Jasną Dolinę niedaleko od Warszawy. Zdjęcia na stronie zaintrygowały mnie i aż trudno mi było uwierzyć, że wcześniej nie wiedziałam o tym miejscu. Już pierwsza rozmowa z panią Ewą, która zajmuje się dworkiem, wlała w moje serce nadzieję, że mam miejsce na warsztaty! Bardzo się cieszę, że tam trafiłam!

ewelina zieba relacja 01
Zdjęcie: Ewelina Zięba

Jasna Dolina – co to za miejsce!

Do Jasnej Doliny przyjechałam w przeddzień warsztatów. Miejsce to znałam tylko ze zdjęć jakie umieszczone były w Internecie. Kumulacja sezonu w pandemii nie pozwoliła mi na odwiedzenie tego miejsca wcześniej. Ale to nic. Intuicja podpowiadała mi, że będzie pięknie. Na teren obiektu dotarliśmy o zmroku. Czułam się jak leśnej krainie. Na niebie była masa gwiazd, a szum miasta zostawiliśmy daleko za sobą. Już po przekroczeniu progu poczułam zapach drewna, z którego zbudowany jest cały dworek. Większość uczestników była już na miejscu. Widok kilkunastu dziewczyn i jednego chłopaka siedzących przy jednym stole, popijających herbatę i inne napoje wlał w moje serducho masę radości! Mimo totalnego zmęczenia znalazłam siłę, żeby posiedzieć, poznać, posłuchać ludzi, którzy w czasie warsztatów fotograficznych są dla mnie najważniejsi. Bez nich to wydarzenia nie odbywałoby się cyklicznie.

Wspaniale było słuchać opowieści uczestników, opowiadań o tym kim są i czym się zajmują, a także przygód z dojazdem na miejsce warsztatów wśród pól, lasów i łąk. Aż żałowałam, że jechałam nocą i nic z tego nie widziałam.

A sam dworek – magia! Wszędzie pełno antyków, starego wyposażenia domu. Wszystko to budowało niesamowity klimat tego miejsca. Każdy pokój był utrzymany w stylu jak prosto z serialu Doktor Quinn! Ale nie brakowało udogodnień, do których przywykliśmy w XXI w.! O samych łazienkach można napisać oddzielny post (pojawiła się nawet uczestniczka, którą okrzyknięto królową biorącą kąpiel w pokoju kąpielowym – takie historie tylko na moich warsztatach!).

Gospodyni – pani Ewa uprzedziła, że sporo gości miewa u nich ciężką pierwszą noc. Nie śpią. Jest zbyt ciemno i zbyt cicho! Aż się nie chce wierzyć! Jesteśmy tak przyzwyczajeni do hałasu i świateł miast w nocy, że trudno nam zasnąć, jak jest zupełnie ciemno a wokół panuje cisza! Tak właśnie było w Jasnej Dolinie. Ciemno, że oko wykol, a cisza jak makiem zasiał. Jednak ja korzystałam z okoliczności i cieszyłam się tym, że mogę tu być w otoczeniu cudownych ludzi.

Warsztaty – dzień pierwszy

Harmonogram warsztatów układam tak, żeby pierwszego dnia przekazać dawkę wiedzy teoretycznej z zakresu fotografii, która przyda nam się w praktyce czyli w czasie popołudniowego robienia zdjęć podczas sesji zdjęciowej. Po wspólnej porannej kawie wszyscy razem udaliśmy się na piękne poddasze by rozpocząć wykłady. Jak zawsze dla moich uczestniczek naszykowałam drobiazg, by łatwiej nam było się poznać. Każda uczestniczka i Marcin oraz moi goście otrzymali piękny, drewniany identyfikator z wypalonym na nim swoim imieniem i nazwiskiem. Wiem, że nawet taki drobiazg, którym jest identyfikator może wyglądać pięknie.
Wszyscy rozsiedli się wygodnie na krzesłach, pufach, fotelach i kanapach.

Bardzo dobrze czuję się mówiąc do ludzi, którzy chcą słuchać, uczyć się i zdobywać nowe doświadczenia. Nigdy nie traktuję wykładu jako części do odbębnienia – dla mnie to opowieść, w której staram się przekazać to, czego nauczyłam się przez lata mojej pracy. Przekazuję uczestnikom spotkania to, czego nauczyłam się doświadczając konkretnych sytuacji, a nie czytając książki. Jestem bardzo szczęśliwa, że osoby, które trafiają na moje warsztaty nie są tam z przypadku, a ze świadomego wyboru. Jesteście najlepsi!

Po kilku godzinach opowieści nadeszła pora obiadowa. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek był głodny, więc zawsze staram się ugościć uczestników wyjątkowo dobrym posiłkiem. Wiem, że to dla nas wszystkich bardzo intensywny czas, więc potrzebujemy dużo energii! Obiad był we wspólnym gronie i przy ogromnych dwóch stołach, w czasie którego słychać było śmiech, rozmowy – czuć było wspaniałą atmosferę.

A po przerwie obiadowej zaplanowałam czas na praktykę – stylizowaną sesję ślubną!

Stylizowana sesja ślubna

Już od przedpołudnia, w czasie wykładów, na parterze zaczęła krzątać się Ola z White Limonium Papetery, która zajmuje się papeterią ślubną i wszelkimi detalami. Zaufałam Oli w 100% i poprosiłam ją by przygotowała scenerię dla stylizowanej sesji ślubnej w dworku. To był strzał w 10! Ola przygotowała wszystko prześlicznie.

Kwiaty, które dojechały z nami dzień wcześniej od dziewczyn z Kwiatoczułe, miały idealnie dobraną kolorystkę. Detale, papeteria ślubna, o które zadbała Ola (whitelimonium_papetery) prezentowały się wyjątkowo. Bardzo cieszyłam się widząc uśmiechy na buziach uczestników. Kompozycja postawiona na pianinie nieopodal lustra stworzyła genialny spot do robienia sobie selfiaczków.

Laura Mrotek Fotografia 70 1
Zdjęcie: Laura Mrotek

Dziewczyny i Marcin niemal nie mogli przestać się zachwycać, a ja tylko się cieszyłam, że wszystkim się podoba. Dzięki uprzejmości chłopaków z Rebel East każda uczestniczka mogła przekonać się, dlaczego warto zainwestować w szelki dla fotografa. Bardzo odciążają szyję i plecy. Korzystam z nich od lat i za nic nie zrezygnuję. Otrzymałam specjalną zniżkę dla moich uczestników, więc była to fantastyczna okazja by przetestować szelki i złożyć zamówienie.

W międzyczasie pojawili się moi modele. To małżeństwo, któremu miałam przyjemność już wcześniej robić sesję ślubną. Ewelina i Maciej zgodzili się przyjechać i pozować do zdjęć. Wiedziałam, że ta dwójka idealnie wczuje się w rolę pary młodej.

Ewelina jako panna młoda w sukni ślubnej od Stachowska Pracownia wyglądała pięknie. Bukiet idealnie pasował do stylistyki oraz otoczenia. Maciej – pan młody w garniturze ślubnym z dwurzędową marynarką wyglądał dostojnie i elegancko. Jak tylko pojawili się w salonie zachwytom nie było końca.

Zaczęła się stylizowana sesja ślubna. To dla modeli bardzo trudne zadanie. Skupić się na sobie, gdy dwadzieścia osób kręci się dookoła i robi im zdjęcia. Ewelina i Maciej spisali się więcej niż świetnie! Mimo, że otaczała ich grupa fotografów ślubnych to potrafili skupić się na sobie i przejmować się tym, co dzieje się wokół nich.

Efekty sesji zdjęciowej

Sesję zdjęciową zaczęliśmy od spaceru wokół obiektu i fotografowania elementów, które pięknie rozpoczną naszą historię. Kontekst miejsca jest niezwykle ważny, nadaje charakter i styl całej sesji. Następnie prezentowałam jak fajnie fotografować detale z efektem WOW!, by ostatecznie skupić się na tym co najważniejsze: czyli na parze i emocjach. Sesja zdjęciowa trwała prawie 4 godziny. Wszystko to, co się działo tego dnia udokumentowała Bianka z B-love.pl. Powstał piękny film z warsztatów, który możecie obejrzeć na moim Facebooku i na końcu wpisu. Moim zdaniem to małe dzieło sztuki i ciężko mi uwierzyć, że to wszystko wyszło aż tak pięknie.

Zdjęcia, które widziałam na ekranach aparatów moich kursantów, zachwycały mnie. Już wtedy wiedziałam, że otaczają mnie ludzie o wyjątkowym talencie. To, co później zobaczyłam na naszej tajnej grupie tylko potęgowało zachwyt! Bardzo chciałabym pokazać wszystkie zdjęcia i relacje, które uczestnicy zrobili, ale ten wpis nie miałby końca! Kilka kadrów w wykonaniu moich uczestniczek znajdziecie na zakończenie wpisu.

Po sesji, jeszcze chwila wykładów i wszyscy razem zasiedliśmy do kolacji. Śmiechom i rozmowom nie było końca. Musiałam położyć się nieco wcześniej spać, ale wiem, że kilka dziewczyn zostało nieco dłużej by rozmawiać. Bardzo cieszę się, gdy uczestnicy moich warsztatów tak dobrze się integrują. Wierzę, że znajomości zawarte w ten sposób mogą przetrwać latami i być ogromnym wsparciem w pracy zawodowej. Wierzę w moc networkingu i zapewniam go moim kursantom.

Warsztaty – dzień drugi

Kolejny dzień ze słońcem za oknem zaczęliśmy od wspólnego śniadania.

Tego dnia skupiłam się na biznesowej stronie fotografii ślubnej. Ten dzień to zawsze mały mind blowing. Pokazuję biznes od swojej strony i przekazuję wiedzę, którą zdobyłam potykając się i popełniając błędy by w końcu obrać dobry kierunek działania. To niesamowite widzieć reakcje uczestników na to, co mówię. Dla mnie najpiękniejsze były słowa, które usłyszałam po wykładach tego dnia, że nikt wcześniej w tak prosty i przystępny sposób nie opowiedział o biznesie ani nie pokazał liczb, które nie kłamią i otwierają oczy.

Było intensywnie, konkretnie i bez złudzeń. Mówiłam, jak jest i opowiadałam o sprawach, których nikt nie porusza lub boi się o nie zapytać – o pieniądzach, zarobkach, zyskach i stratach. O porażkach, błędach, łzach i przełomach. To ważne i chcę o tym mówić.

Gość specjalny – Andrzej i Gosia z Crystal Albums

Po wykładach i wspólnym obiedzie głos zabrał mój gość specjalny. Andrzej Słowik z Crystal Albums. Choć tak po prawdzie większość czasu opowiadała Małgorzata – żona Andrzeja. Opowiedziała o tym jak ważne są albumy ślubne, jak piękną pamiątkę stanowią dla pary młodej i dlaczego warto je mieć w swojej ofercie.
Każdy uczestnik otrzymał w prezencie specjalny pakiet od Crystal Albums oraz dodatkową zniżkę na album dla siebie! A dodatkowo chwilę zabawy z ich małym synkiem – Andrzejem!

Zakończenie warsztatów

Na koniec, miałam dla każdego coś wyjątkowego! Ola przygotowała piękne certyfikaty uczestnictwa w warsztatach! Pachnące i jedyne w swoim rodzaju! Wiem, że w chwili ich wręczania nikt inny nie miał takich certyfikatów. Chciałam by wyglądały jak wykonane w innej epoce i to totalnie się udało dzięki Oli! Nie obyło się też bez pamiątkowych zdjęć by mieć piękne wspomnienia nie tylko w swej pamięci ale także w formie namacalnej czyli w postaci zdjęć.

Warsztaty fotografii ślubnej – czy warto?

Przygotowania do warsztatów zawsze zajmują mi dużo czasu, ale wiem, że to, co mówię jest bardzo ważne dla ludzi, którzy właśnie zaczynają budować swoje firmy lub potrzebują nadać kierunek swoim działaniom. Chciałabym wziąć udział w takich warsztatach gdy zaczynałam. Niestety, wówczas nikt nie dzielił się posiadaną wiedzą w tak szerokim zakresie. Tym bardziej cieszę się, że tyle osób, co roku chce korzystać z tej opcji.

Jeszcze ważniejsze dla mnie jest to, co widzę po warsztatach. Słowa, wiadomości od uczestniczek, w których informują mnie na bieżąco jakie efekty w ich codziennej pracy dała wiedza, którą zdobyły. Zdjęcia, które pokazują z sesji ślubnej, którą zorganizowałam, są niejednokrotnie lepsze niż moje! Co za radość!

Chętnie wpadam na profile lub strony internetowe uczestniczek i podziwiam ich prace. Niejednokrotnie rozmawiamy o fotografii, biznesie oraz życiu jeszcze wiele tygodni po warsztatach. Wspieramy się i bardzo lubimy. Uwielbiam to, co dzieje się w czasie i po zakończeniu warsztatów. Sukces moich kursantów to i mój sukces. Trzymam za wszystkich uczestników bardzo mocno kciuki, by znaleźli swoją drogę, która da im radość i spełnienie!

Komentarzy 2

Dodaj komentarz